Blog główny

sobota, 22 listopada 2014

Rady dla początkujących, cz. 1 - sprzęt

Istnieją dwa zasadnicze typy urządzeń do destylacji. 

Pierwsza to destylator, by tak rzec, "klasyczny", bo jak chodzi o zasadę działania, a czasami też i budowę, identyczny z pierwszymi alembikami w których arabscy farmaceuci ekstrahowali "ducha wina" gdzieś w słonecznej Hiszpanii. Taki alembik zawsze składa się z dwóch części:
- zbiornika, w którym podgrzewany jest płyn,
- chłodnicy, w której skraplają się opary.

Może to wyglądać na przykład tak:
W kociołku po prawej gotuje się płyn (ściślej rzecz biorąc, to on NIE powinien się zagotować: destylacja polega na tym właśnie, że alkohol wrze w niższej temperaturze niż woda, więc nim woda zdąży się zagotować - większość alkoholu powinna już być w butelce...). Gorąca para przez rurkę dostaje się do chłodnicy po lewej stronie. Szczegółów nie widać, ale mam wrażenie, że w środku jest ślimacznica z takiej samej, miedzianej rury, zanurzona w wodzie (woda może być bieżąca -  tak jest najefektywniej - albo nie: wtedy trzeba co jakiś czas spuszczać jej trochę i dolewać zimnej, żeby chłodnica nie traciła efektywności).

Może też wygląda tak:


Sądząc po okablowaniu, ten keg ma wręcz wbudowaną grzałkę elektryczną. Starczy tylko podłączyć do kontaktu, rurkę dolotową założyć na kran z zimną wodą, wylotową włożyć do zlewu - i można detylować w... akademiku na ten przykład!

Istotne jest, że w alembiku płyn poddawany jest destylacji JEDEN RAZ: raz przechodzi w stan gazowy i raz się skrapla.

A to oznacza, że jeśli chcemy uzyskać stężenie wyższe niż ok. 70% alkoholu (przy czym alkohol 70-procentowy to będzie z takiego urządzenia leciał tylko na samym początku - potem, im dłużej się gotuje, tym stężenie produktu niższe). Albo, jeśli chcemy uzyskać produkt czystszy w sensie mniejszej ilości domieszek innych niż woda (np.: niepożądanych woni...). To wtedy musimy uzyskany produkt przedestylować powtórnie.

Za drugim razem ludzie, których nigdy nie widziałem i których z pewnością nie rozpoznam, potrafią uzyskać 85% alkoholu. Podobno są tacy, którym starcza cierpliwości nawet i na trzecią destylację - ale to już naprawdę wymaga dużego samozaparcia i wielkiej ilości wolnego czasu...

Żeby ten proces skrócić - ludzie wymyślili zupełnie nowy rodzaj urządzenia. Kolumnę rektyfikacyjną:


Ta znowu - ze sklepu, który z łatwością znajdziecie po napisach (z czego absolutnie nie wynika, że polecam ten właśnie - obrzydliwie wręcz drogi - produkt! Lepiej wpiszcie sobie hasło "kolumna rektyfikacyjna" na Allegro...) jest nie tylko zelektryfikowana, ale wręcz elektroniczna. Przy czym ta elektronika jest naprawdę mało istotnym dodatkiem. Zwykły termometr, pokrętła i odrobina doświadczenia, a efekt finalny będzie równie dobry: 95% spirytus...

Jak to się robi? Ano - wewnątrz kolumny są przegrody. Różne. To mogą być zwykłe zmywaki kuchenne. Szklany wsad. Tzw. "zimne palce", czyli rurki, przez które przepływa woda.

Istotne jest, że wznosząca się para najpierw skrapla się na pierwszej takiej przeszkodzie. Podgrzana przez napływające z dołu ciepło - paruje ponownie. I skrapla się na następnej. I tak dalej, i tak dalej - wiele razy.

Kolumny rektyfikacyjne, oczywiście stałe, a nie przenośne, używane są w gorzelniach. Przynajmniej w tych produkujących wódkę. Uzyskany spirytus dopiero potem rozcieńcza się do 40%. Dodając też ewentualne dodatki smakowe lub zapachowe. Co jest, w pewnym sensie - oszustwem. I co pozwala uzyskiwać dostatecznie dobry jakościowo produkt z naprawdę kiepskiego materiału wyjściowego. Na przykład - z zepsutych kartofli...

Podobno gorzelnie produkujące whisky wciąż używają "klasycznych" alembików, destylujących tylko raz - a to po to, aby zachować smak i zapach słodu użytego do fermentacji. Ale czy tak jest naprawdę..?

Obawiam się, że zaprawienie spirytusu wodą oraz "aromatem identycznym z naturalnym" będzie w każdym przypadku tańsze, jeśli robić to na masową skalę...

Do użytku domowego, mimo wszystko - lepszy wydaje się alembik. Przecież nie pędzimy - dla siebie - bimbru z zepsutych kartofli, prawda..?

Aczkolwiek kolumny rektyfikacyjne, jak łatwo się zorientować na Allegro, zyskują na popularności. Ludzie których nie znam i z całą pewnością nie rozpoznam w miejscu, do którego na pewno nie trafię - też planują zakup takiego urządzenia. Na wiosnę.

12 komentarzy:

  1. Miód dla mych uszu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, właśnie miałam się podpytać! Telepatia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako człowiek który wiele hektolitrow przepędził (miało to miejsce wiele lat temu w północnej Afryce), muszę napisać kilka uwag do powyższego artykułu.
    1. Dla znajomych i na barter pędziło się dwa razy, dla siebie i przyjaciół - trzy. Spotkałem osoby, które piły bimber po jednym pędzeniu, ale te same osoby potrafiły wypić i zacier. Raz pędzony bimber smakowo jest gorszy od czerwonego Johny Walkera, a nawet od wódki "Lodowej".
    2. Pierwsze pędzenie odbywa się na krótkiej rurce. W zasadzie chodzi tylko o to by oddzielić etanol od biologicznych zanieczyszczeń. Efekt pierwszego pędzenia jest zwykle śmierdzący, lekko brązowy i ma około 40%.
    3. Drugie i ewentualne trzecie pędzenie odbywa się przy użyciu lepszej jakości sprzętu. Kolumn retryfikacyjnych, odstojników (domowa podróbka kolumn wykonana ze słoików), odlewa się pierwsze 200-300 ml destylatu (bo to w zasadzie mieszanka metanolu z acetonem), resztę przepuszcza się przez węgiel aktywny.
    4. Przed ostateczną destylacją, do wstępnego destylatu, dodaje się dodatki smakowe i zostawia na kilka dni. W kraju gdzie przebywałem dodawało się albo winogron, albo goździków. W Polsce zwykle dodaje się śliwki lub grusze, choć spotkałem się nawet z landrynkami... I tak, przed destylacją a nie po.
    5. Po destylacji ostatecznej spirytus należy rozcieńczyć i można zabarwić, np. karmelem.
    6. Czuć w smaku różnicę między bibmrem pędzonym raz, dwa razy i trzy razy. Czuć czy przed ostateczną destylacją dorzucono dodatki smakowe. Po efektach dnia następnego (a zapewne też po zniszczeniu komórek wątroby i mózgu), łatwo rozpoznać, czy bibmer przy choć jednym pędzeniu był rozdzielany od metanolu i acetonu.
    7. W moim odczuciu 3 krotnie pędzony, wg. powyższych założeń, bimber, smakuje lepiej niż Belvedere, Absolut czy Danzka. Dwukrotnie pędzony na kolumnie retryfikacyjnej i z odlaniem metanolu daje mniejsze efekty dnia następnego niż wyborowa czy smirnoff.
    8. W ślepej próbie rozpoznałem 8 na 9 bimbrów, z różnych regionów Polski, podając ilość pędzeń, sprzęt i dodatki smakowe. Poległem na bimbrze z landrynką - nie wpadłem na to, że ktoś może dodać do zacieru cukierki...
    9. Mój test smaku - dla porównania. W drinkach najbardziej lubię Żubrówkę i Gorzką żołądkową, jak chce uniknąć efektów dnia następnego, przy dużym spożyciu, wybieram spirytus retryfikowany (wg, różnych moich kombinacji), jako czyste pijam (ew. z lodem) Chivas Regal lub lepsze whiski w wersji single malt. Standardowo jednak pijam wina wytrawne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Raz destylowany NASTAW (nie zacier, bo zacier jest ze zboża albo ziemniaków, tylko nastaw: cukier - woda - drożdże) na porządnych, gorzelniczych drożdżach (7,50 z dostawą listem ekonomicznym na Allegro) i destylowany dobrym, nowoczesnym sprzętem, jest krystalicznie przejrzysty i nie ma ŻADNYCH domieszek zapachowych. Co mogą potwierdzić świadkowie, np. kolega Remigiusz. Nie ma też mowy o żadnych "efektach dnia następnego". Na co również mam świadków!
      2. Przy destylacji w nowoczesnym alembiku i dobrego jakościowo substratu jedynym powodem powtórzenia tej operacji jest zamiar zwiększenia liczby %. Pojedyncza destylacja daje produkt co najwyżej 70% (w praktyce, jeśli chce się to robić ekonomicznie, to wychodzi wódka ok. 50%). Jej powtórzenie pozwala zwiększyć moc do 85% (i, co ciekawe, w toku destylacji praktycznie produkt poniżej 70% nie spada nawet, jeśli pędziło się z "końcówki" pierwszego pędzenia, gdzie sam produkt miał 20 - 30%...). Nie ma to natomiast żadnego znaczenia dla smaku czy zapachu. Zastosowanie kolumny rektyfikacyjnej powinno pozwolić na dowolne regulowanie mocy uzyskiwanego produktu - jest natomiast bez znaczenia dla smaku czy zapachu.
      3. Wszystko, co zostało powiedziane powyżej, tyczy się NASTAWÓW. Na cukrze, wodzie i dobrych, profesjonalnych, gorzelniczych drożdżach. Nastawy owocowe to zupełnie inna historia (i, tak prawdę powiedziawszy, wciąż jest to historia bez happy endu, bo skutecznej technologii ich produkcji jeszcze nie rozpracowałem mimo kilku prób). O zacierach natomiast (zbożowych lub ziemniaczanych) - nie mam kompletnie nic do powiedzenia. Nie próbowałem, nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem...
      4. W przypadku destylatów z nastawu cukrowego, oczywiście wszelkie dodatki smakowe podaje się do gotowego produktu. Próbowaliśmy "mocz kobyły" (na wiórkach dębowych), "ejakulat smoka" (na imbirze), jałowcówkę, tarninówkę (czeka na recenzję...), ostatnio - domowej roboty krupnik, który właśnie sączę z cytryną i gorącą wodą, lecząc kaszel i ból gardła.

      Usuń
    2. Witam , praktykuję tylko nastawy owocowe z dużej ilości owoców ,bo takowe posiadam (śliwka węgierka, czarna porzeczka czy wiśnia).Posiadam fajne urządzenie w całości wykonane z nierdzewki z dwoma odstojnikami i "produkuję" technologią alembikową , smak i moc pierwszorzędna i w 100 % się z tobą zgadzam że jest to najlepsza metoda (praktycznie wszystkich próbowałem ,na co są oczywiście świadkowie.) Pozdrawiam. Tom.

      Usuń
  4. Jak macie po pierwszym zabiegu brudną surówkę to chyba wam bulgoty do chłodnicy zaciąga. Mi na prymitywnym rozwiązaniu 15L szybkowara z 40cm kolumną rektyfikacyjną idzie krystaliczne 88%, za drugim razem 92% i trzeci raz uważam za zbędny ale można jak masz czas. Przy każdym zabiegu na początku około 70ml odlewam do zlewu i jest wystarczające, czasem wystarczy 50ml (próba zapachu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy...... kurde szkoda ze nie mam mozliwosci pogadania z toba bo widze ze najrozsadniej piszesz.ja mam 12litrow ale bez kolumny i za pierwszym leci 70% za drugim 84% nie znam sie za bardzo a czy przy twoim sprzecie masz odstojnik. Chcial bym zobaczyc jak wyglada twoja maszyna

      Usuń
  5. Dziękuję w imieniu swoim i innych użytkowników za napisanie tego artykułu. Jest bardzo przydatny i konkretnie tłumaczy o co chodzi w destylacji. Kawał dobrej roboty! Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję w imieniu swoim i innych użytkowników za napisanie tego artykułu. Jest bardzo przydatny i konkretnie tłumaczy o co chodzi w destylacji. Kawał dobrej roboty! Tak trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam destylator na beczce 30 l z Post Still i sobie chwalę póki co. Dobra jakość, elektryk z beczką z blachy kwasoodpornej, która faktycznie tę odporność ma a nie tylko w opisie. Zamawiałem przez stronę edestylatory.com/27-30-litrowe. Nie mam uwag co do realizacji zamówienia. Szybka dostawa, sprawny kontakt telefoniczny, można było człowieka po drugiej stronie słuchawki o każdy detal dopytać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam .
    Artykuł świetny ( brawo)
    Komentarze jak najbardziej pomocne :)
    Posiadam Alembik z podwójnym płaszczem , testowo przepuściłem wino nie było tego za wiele ale coś tam się spsociło .
    pierwsza setka odlana reszta porcjami zlana 70%, 65% ,55%i 45%
    na tym się skończyło .
    Efekt: wyczuwalny zapach wina ( wino dzika róża ) stety mocny zapach "dykty" wszystkiego około 1,5L.
    Czytając wszystkie posty odnoszę wrażenie że będę musiał jeszcze raz to przegonić .
    Pytanie, czy przed kolejną destylacją trzeba to rozcieńczyc , czy nie .

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozcienczanie nie ma sensu - nie po to destylujesz, zeby rozcienczac miedzy destylacjami. Gotowy produkt oczywiscie jak najbardziej mozesz rozcienczyc wedle wlasnych upodoban (osobiscie nie lubie wysokich stezen alkoholu i rozcienczam woda destylowana).
    Ja przedgonow nie wylewam. Trafiaja do zbiornika na plyn do spryskiwaczy w moim aucie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń