Blog główny

sobota, 25 października 2014

Drożdże i mróz

Pewien człowiek, którego kompletnie nie znam, w miejscu, do którego nigdy bym nie trafił, zdjął dziś około południa z przykrywek swoich kadzi z nastawami takie oto lodowe tafle:




Drożdże w nastawach pracują. Tylko na powierzchni dwóch najstarszych szum zaczął się klarować. Stojące po sąsiedzku wina wytrwale puszczają bąbelki rurkami...

piątek, 10 października 2014

Nic już nie rozumiem...

W miejscu, o którym nic nie wiem i którego z całą pewnością nie byłbym w stanie nikomu (a zwłaszcza organom kontroli skarbowej...) wskazać, spotkałem się z takim oto widokiem.

Odcedzony trzy dni wcześmiej nastaw jabłkowy, który fermentował sobie w spokoju ducha przez miesiąc (!) pokrył się grubym kożuchem drożdżowym:


zgoła bardziej niż jego różniący się ledwo tygodniem stażu, a wciąż jeszcze NIE odcedzony kolega:


a jednocześnie cukrówka nastawiona tydzień temu wygląda tak, jakby zapomniano do niej drożdży dosypać:


O co tu chodzi?

Nic już z tego nie rozumiem...


Tak więc potwierdza się przypuszczenie, zgodnie z którym połączenie drożdży do nastawu owocowego (z enzymami) i plastikowej beczki (mimo, że jest to beczka przeznaczona do produktów spożywczych) nie jest dobrym rozwiązaniem.

Wydaje się, że istnieją trzy możliwe rozwiązania zastępcze.

1. Można się szarpnąć na profesjonalny pojemnik (jedyne cztery stówki od takiego jak niżej - 50-litrowego):


2. Można wszystko co owocowe fermentować w szkle (będzie problem z zapewnieniem dostatecznej objętości... - no i w czym w takim razie robić wina..?).

3. Można poszukać tańszego rozwiązania zastępczego. W grę wchodzi albo zakup starej beczki dębowej (nawet zupełnie przypadkowo już taką w Radomiu wypatrzyłem przez Allegro i tablicę.pl), albo też - użycie jednego lub kilku wiader do mleka. Takich 25 - 30 - litrowych. Trochę małe, ale i tak lepsze to, niż szklane kamiony... Lepsza Połowa podpowiada jeszcze zakup emaliowanej wanny. Co byłoby rozwiązaniem radykalnym - pozostaje tylko pytanie, czym to przykryć, żeby potencjalnie niekorzystne warunki atmosferyczne przetrwało..?

środa, 8 października 2014

Zapach acetonu w destylatach owocowych: wina plastikowej beczki..?

Trzy kolejne destylaty owocowe, które miałem przyjemność kosztować (naturalnie, nie mam bladego pojęcia skąd się wzięły i kto je zrobił...): z pomidorów i dwukrotnie z mirabelek - jadą acetonem.


Tymczasem takiej domieszki zapachowej nie miał do tej pory żaden z testowanych destylatów cukrowych.

Drożdże gorzelnicze do nastawów owocowych mają domieszkę enzymów - po to, aby mogły sobie poradzić z pektynami czy celulozą w skórkach owoców. Czyżby te enzymy były zdolne także rozpuszczać ścianki plastikowej beczki (jak najbardziej przeznaczonej do produktów spożywczych)?

Destylat z jabłek rozstrzygnie ten dylemat. Jeśli i on będzie miał taki zapaszek, to cóż - trzeba albo zmienić drożdże, albo... beczkę..?

Tylko skąd w dzisiejszych czasach wziąć taką na przykład beczkę:


i czy enzymy z zestawu drożdżowego nie zaczną aby reagować z drewnem - produkując w efekcie alkohol metylowy dla odmiany..?