Blog główny

czwartek, 28 sierpnia 2014

Wino zastępcze "na winie"

Rozlaliśmy wreszcie dziś do butelek wino, które trzymaliśmy najdłużej jak do tej pory w tym roku - od pory kwitnienia mleczy. Wino zastępcze, bo tak naprawdę tośmy chcieli nastawić (podobnie jak w zeszłym roku) wino z kwiatów mniszka właśnie. Ale się nam to nie udało: wywar z kwiatów, rodzynek, cytryn i cukru spleśniał nim drożdże poczęły pracować w "matce".

Coś trzeba było z tymi pracującymi już drożdżami zrobić, to wlałem i wrzuciłem w baniak co było pod ręką: resztkę zeszłorocznych mrożonych jeżyn i resztkę zagęszczonego, naturalnego soku jabłkowego.

Po dwóch miesiącach było to niepijalne - tak słodkie i mdłe. Odcedziliśmy tedy jeżyny, przelewając całość do innej butli, dodałem nieco cukru i dużo wody - i odstawiliśmy, chwilowo o tym przykrym epizodzie zapominając.

Ale teraz baniak potrzebny. Trzeba to było wreszcie rozlać. Dalej słodkie, choć może nie aż tak (ale czy ja pamiętam..?). No cóż.

Kolor - jak widać:


krew dziewicza na bardzo spranym prześcieradle - czyli tak nie do końca zdecydowany powiedziałbym.

Inna rzecz, że słońca nie było - front burzowy właśnie na nas szedł. W słońcu może by się lepiej zaprezentowało.

Będzie do rozdawania wśród sąsiadów. Sąsiedzi lubią słodkie winka. Ale za następne - muszę się lepiej zabrać. Ileż może być porażek w jednym sezonie..?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz