Blog główny

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Mocz kobyły

Pewni ludzie, których wcale nie znam i o których kompletnie nic nie potrafię powiedzieć, podarowali mi tę oto buteleczkę:


Jest to efekt moczenia przez dwie i pół doby 20 gram wiórków dębowych, średnio palonych (dodają takie jako gratis czasem przy zakupie drożdży gorzelniczych...) w pięciu litrach destylatu z nastawy cukrowej, traktowanej drożdżami C3 przez trzy tygodnie.

W słoju roztwór był niemal czarny. No - ciemnobrunatny. Przelany do butelki nabrał szlachetnej, bursztynowej barwy. Stąd nazwa: "Mocz kobyły". Zyskał także delikatny, waniliowy zapach i podobny, całkiem przyjemny posmak "z przodu", tj. na czubku języka i na wargach.

Niestety, brak mu - jak to mawiają winiarze - "ogona": po przełknięciu w gardle zostaje tylko żywy ogień z igiełkami nie do końca przyjemnej ostrości.

No ale - jakże ma być inaczej: alkoholomierza się nie dorobiłem, ale na moje 40-letnie gardło, to tak z 70 gradusów ma..?

W każdym razie zapach doceniła nawet Lepsza Połowa. A ona jest pod tym względem bardzo wybredna! Sukces. Normalnie - sukces..! Radujmy się więc, ihaha...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz