Blog główny

niedziela, 1 czerwca 2014

BHP w bimbrownictwie: opróżnianie odstojników

Pewni ludzie, których nie znam, opowiedzieli mi o zdarzeniu, które NIGDY NIE MIAŁO MIEJSCA. Na tyle jest jednak, mimo swego nieistnienia istotne, że warto Państwu, ku ogólnemu pożytkowi i przestrodze o nim opowiedzieć (pamiętając, rzecz jasna, że to zwykła bujda..!).

Otóż destylując takim mniej - więcej destylatorem:


co jakiś czas należy opróżniać oba odstojniki.

Najlepiej za każdym razem, gdy zmienia się zawartość kega.

Owi ludzie, których nie znam, z początku podchodzili do sprawy nader beztrosko. Gotowali sobie na ognisku, pod gołym niebem, więc za każdym razem, gdy z chłodnicy zaczynała już lecieć prawie czysta woda, po prostu otwierali odstojniki, odłączali szybkozłączkę z wodą i - włożywszy pierwej dość solidne, ogrodnicze rękawice, boż aparatura w takim momencie te 90 stopni Celsjusza ma, a keg może mieć i więcej - odkręcali to w całości, aby wylać zbędną resztę płynu, a w to miejsce nalać nową porcję nastawu - po czym wszystkie te operacje powtarzały się w odwrotnej kolejności tak, że odstojniki za każdym razem były otwierane w pierwszej kolejności, a zamykane jako ostatnie posunięcie poprzedzające rozpoczęcie gotowania.

Wydawało się to o tyle bezpieczne, że gorąca para wodna znajdowała sobie w ten sposób ujście w krytycznym momencie odkręcania. Ciśnienie w kegu nie jest wprawdzie wielkie, ale strzeżonego...

Wszystko było dobrze dopóty, dopóki nie przyszło przerobić większej ilości (ok. 15 litrów) stosunkowo słabego destylatu po raz drugi. Prawie 5 litrów o wiele bardziej procentowego płynu zeszło, zaczął już lecieć słabszy, ognisko dogasało, robiło się ciemno - pora kończyć, otwieramy odstojniki...

Płyn, który wylał się z nich na keg i dogasające ognisko pod nim okazał się na tyle wysokoprocentowy, że całość buchnęła jasnym, niebieskim płomieniem! Nic nikomu się nie stało, aparaturze też nie, ale zawsze...

No i tak sobie myślę: niemała sprawa to opróżnianie odstojników musi być. Osobliwie, gdyby ktoś gotował w pomieszczeniu zamkniętym.

No bo tak: z podobną beztroską postępować - okazuje się, że niebezpiecznie (przynajmniej, gdy się destyluje powtórnie...). Z kolei odkręcać z zamkniętymi odstojnikami - ciężkie, gorące i Bóg raczy wiedzieć, co zrobi para gwałtowniej uwolniona z kega niż w pierwszym przypadku. A i potem wylać to, gdy destylator nie ma już solidnej podstawy w postaci kega, do którego jest przykręcony - nie taka prosta sprawa. Lepiej nie myśleć, co by się stało, gdyby tak ktoś wylał to na siebie...

Zawsze powtarzałem, że działalność antypaństwowa to żadna przyjemność: urobi się człowiek po łokcie, nie dośpi, nie doje, garbu doczeka - a zamiast uznania współuciemiężonych, to się jeszcze może spodziewać konieczności składania fałszywych zeznań przed lekarzem - orzecznikiem ZUS!

A Państwo, mili Czytelnicy - jakie macie pomysły na rozwiązanie problemu opróżniania odstojników? Teoretyczne oczywiście - toż ani śmiem przypuszczać, że ktokolwiek spośród tutaj zaglądających śmie łamać ustawę karno - skarbową! Bajki sobie tylko opowiadamy, czas zabijamy za biurkami siedząc - nieprawdaż..?

2 komentarze:

  1. za zaworami króćce, na nie węzyki i odprowadzić w stosowne miejsce - to dla leniwych. Albo zlewać np do wiaderka czy innego tyglika z długa rączką.

    OdpowiedzUsuń