Blog główny

niedziela, 19 marca 2017

Agresywna kawa

"Zwykła" kawa, tyle że z kawiarki + kawa arabska z tygielka + (na dalszym planie) odrobinka "kawy" z żołędzi


+ miód gryczany

=


najbardziej agresywna kawa w znanej części Galaktyki..!

Po czymś takim nic tylko iść wstawiać "chamskie" komentarze na fejsie - a zwierzęta domowe drżą za szybą:


lub kulą się w poduszce...



niedziela, 26 lutego 2017

Zapusty 2017, czyli Drzyj Mordę..!

Hej! Zapustnicy, Zapustnice oraz liczne Zapuściątka zebrały się wczoraj w klubie "Karuzela" na studenckim Osiedlu Przyjaźń. Hej! Zaśpiewały:




Zgodnie z hasłem, zaimprowizowanym przez Pomysłodawcę, Organizatora i Wodzireja - Piotra Frankowskiego: "Drzyj Mordę..!" Piotr - gdyby ktoś z Państwa go nie znał - na zdjęciu powyżej, podając akompaniament i przewodząc pieniom.

Jakim pieniom..? Polskim (no, czasem z lekka ukraińskim...), ludowym, tradycyjnym, biesiadnym.

Poza tym: głośnym, chóralnym, z całych sił i z całej duszy..!

Oczywiście, żeby sił nie zabrakło, Zapustnicy i Zapustnice w przerwach między śpiewami posilały się jadłem i napitkiem:



Za czym nastąpiło clou programu, czyli - nauka tańca:








Chodziło o taniec do "Czerwonego Jabłuszka"


Udało się nam go opanować, jak sądzimy - wcale nieźle.

Z klapokiem:


nie poszło tak łatwo - generalnie, o ile większości udało się opanować choreografię w parach, o tyle wykonania całości jużeśmy się nie podjęli:









No cóż - następnym razem..!

Głęboko wierzymy, że będzie następny raz. Bardzo się nam podobało. Jedyne, co nie do końca dopisało, to publiczność. Ale tak bywa na imprezach organizowanych po raz pierwszy. W dodatku - w... trzy tygodnie..!

Najmłodsze Zapuściątko, bawiło się wyśmienicie w brzuchu swojej Mamy - i tak się wybawiło, że aż dało jej się wyspać do - ho, ho! - do pół do siódmej rano..! Zapuściątka nieco większe tańcowały dzielnie mimo, że nie wszystkie były w stanie robić to już samodzielnie:



Piotr chce podobne imprezy (oczywiście z motywem przewodnim stosownym do kalendarza) organizować cztery razy do roku. Zapusty są drugą z takich "kalendarzowych" imprez - po, tradycyjnych już, listopadowych Smętach (gdzie śpiewa się patriotycznie i żołniersko, ale nie tańczy). Jesteśmy ciekawi kolejnej imprezy...

niedziela, 22 stycznia 2017

Domowe lody malinowe z polewą czekoladową

Składniki:
- słuszna szklanka dobrze zmrożonych malin (z własnego ogródka najlepiej!), których ABSOLUTNIE nie należy rozmrażać;
- dwie słuszne łychy gęstej śmietany (absolutnie nie musi być słodka, ale "bałkańska" się też nie nada...);
- słuszna łycha miodu.

Wrzucamy wszystko do blendera, blendujemy - et voila!


 Polewę wykonała Najlepsza z Żon.

- 50 g margaryny;
- pół szklanki cukru;
- dwie słuszne łychy kakao;
- dwie słuszne łychy wody;
mieszać na wolnym ogniu aż zgęstnieje.

Co to ma wspólnego z bimbrownictwem? Nic. A co, musi mieć..?

piątek, 12 czerwca 2015

Będzie wino...

albo i nie będzie - zobaczymy. Tymczasem przygotowałem tylko podstawowy substrat. Na wino z kwiatów czarnego bzu (ulubione wino moich sympatycznych koleżanek z pracy - nie to, żebym się w związku z jego ewentualnym szczęśliwym wyprodukowaniem i dalszą dystrybucją czegoś spodziewał, bo niby czego może się spodziewać taki nieużyteczny ramol jak ja, ale - co ja w sumie mam innego do roboty..?):


Na początek nazbierałem dużo baldachów czarnego bzu. Dokładnie nie liczyłem, ale dużo więcej niż zwykle podają w przepisach. Raz, że chcę zrobić tego wina nieco więcej w tym roku. Dwa, że na mojej farmie wszystkie istniejące i żywe krzaki czarnego bzu są jeszcze relatywnie młode i niewielkie. Ich baldachom też daleko do imponujących rozmiarów.

Oczywiście zbierając te baldachy (robiłem to w czwartek popołudniu, jak tylko poprawiła się pogoda po przejściowym ochłodzeniu i zachmurzeniu) spociłem się jak stary, pękaty knur. Tudzież - oblazły mnie mszyce i mrówki. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu mszyc (a w konsekwencji również i mrówek) na czarnym bzie co w tym roku. Czyżby był wyjątkowo słodki..? Za wcześnie próbować...

Do sporej kopy baldachów na dnie beczki wkroiłem cztery cytryny i wsypałem cztery kilogramy cukru, które rozpuściłem w letniej wodzie. Na to wylałem matkę drożdżową na drożdżach "Sherry" (zwykle takich właśnie do tego wina używamy). Do tej pory płyn podstawowy i matkę drożdżową przygotowywaliśmy równolegle, mieszając je dopiero w pojemniku fermentacyjnym.

Jednak:
a) robi się bardzo gorąco i syrop z pyłku kwiatowego, cukru i cytryn łatwo może zacząć zachodzić pleśnią - drożdże dodane już teraz powinny to nieco utrudniać,
b) tak wyczytałem w kilku, wcześniej mi nie znanych, internetowych przepisach,
c) matkę drożdżową nastawiłem w poniedziałek i do czwartku zaczęła już się pienić - nie było więc na co czekać.

Jak się okaże, że fermentacji to wczesne zmieszanie zaszkodziło, to mam jeszcze jedno opakowanie drożdży "Sherry" w zapasie, najwyżej dołożę...

Najwcześniej w niedzielę będzie to można odcedzić i przelać do kamiona. A czy się uda..? Pojęcia nie mam. Tak prawdę powiedziawszy, to te bardziej skomplikowane wina w zasadzie robiła raczej Lepsza Połowa do tej pory...

niedziela, 7 czerwca 2015

Kwaśno i wytrawnie, czyli nie ma tego złego...

Nastaw na jabłkach stał zbyt długo (od... września zeszłego roku..? czy od października..?) i jabłka były za słabo rozdrobnione - wyszedł ocet. Przyda się, jak nie w kuchni, to do czyszczenia. Dwukrotnie destylowany i dodatkowo filtrowany przez gazę (bo już destylując się, wyczyścił też aparaturę, przez co z farfoclami leciał):


A to czerwone obok? To czerwone obok to efekt ograniczeń stosowalności rurki do odciągania wina, którą tak się zachwycałem w poprzednim odcinku. Tej butelki wina z jeżyn (szóstej dokładnie...) już mi się napełnić nie udało, bo się rurka jeżynami zatkała. Co chyba nawet widać, bo jakiś paproch pływa (ale nie przesadzajmy, przecież to tylko wino owocowe, ma prawo..!). Trzeba jednak tradycyjnie, przez lejek wyłożony gazą.

Czyli - trudno i darmo: ktoś mi musi w rozlaniu tego wina pomóc..! Anybody here..?

Wino jest, uwaga uwaga - wytrwane. No - półwytrawne. Czyli jednak nie wszędzie dosypałem za dużo cukru. A i długie stanie (od sierpnia..? od września zeszłego roku..?) bynajmniej mu nie zaszkodziło...

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło...

Jak się trochę pozbieram - biorę się za przygotowywanie wina z kwiatów czarnego bzu. Pierwszy raz będę to robił całkiem sam. Czy dam radę..? Przekonamy się za jakieś pół roku. Może trochę dłużej.

czwartek, 4 czerwca 2015

Rurka do odciągania wina - hit!

Nie miałem pojęcia, że rozlewanie wina może być zajęciem tak lekkim, łatwym i przyjemnym:


Zdecydowanie polecam. I głupi byłem, że wcześniej na pomysł wykorzystania tego sprzętu nie wpadłem.

Tym niemniej, rozlałem wczoraj i tak tylko jedno wino - z owoców czarnego bzu. Zostały do rozlania jeszcze dwa. Nie jestem pewien, czy wystarczy mi butelek, a poza tym - tak było duszno, że nawet siedząc i przestawiając butelki spociłem się jak szczur.

Wino wyszło... zbyt słodkie. Nie mam pojęcia o co tu chodzi. Czemu tak dużo cukru w zeszłym roku sypałem..?