Blog główny

sobota, 10 listopada 2018

Będzie "firmówka"..!

Ubocznym skutkiem produkcji syropu z pigwowców okazała się rewelacyjna konfitura - w dużej obfitości:


Rada w radę, z części - zrobiliśmy pigwowiec na kruchym cieście, przykryty pierzynką z białka:



Żałujcie Państwo, że nie czujecie tego smaku! Normalnie - będzie nasza nowa "firmówka"..!

sobota, 20 października 2018

Byliśmy głodni...

więc upiekliśmy sobie chleb:



Tak prawdę powiedziawszy to już czwarty chleb, który upiekliśmy - w ciągu ostatniego miesiąca. Wszystkie były smaczne, a już trzeci nawet udało się pokroić - jak daliśmy sobie spokój z foremkami i zwyczajnie utoczony bochenek położyliśmy na blasze...

Przed nami jeszcze wiele wyzwań:
- chleb na zakwasie;
- chleb z własnoręcznie przemielonej mąki;
- chleb z własnoręcznie zebranego ziarna.

Ale - wszystko w swoim czasie...

niedziela, 17 czerwca 2018

Rasa puławska to jest to!

Po całym dniu ciężkiej pracy (jaka to była praca, to zaraz opowiem na blogu "końskim") - nasza rodzina w komplecie uraczyła się smakowitą golonką ze świnki rasy puławskiej:



Jak stwierdziła Najlepsza z Żon: jednak co rasa puławska, to rasa puławska - nie miałam czasu na dopieszczenie tego mięsa (nie ma siły, skojarzyło mi się z "masowaniem trzy godziny w ziołach" - sami zobaczcie...), a wyszło nieźle!

Czego entuzjazm Córy najlepszym dowodem:
Fundusz Promocji Mięsa Wieprzowego powinien nam dopłacać za takie zdjęcia, nie uważacie..?

Przy dzisiejszym śniadanku, na który składały się placuszki z trzech rodzajów mąki (pszennej, gryczanej i z siemienia lnianego), nadziewane podsmażanym mięskiem (też wieprzowym, a jakże...) i grzybkami, polane obficie tłustą śmietaną:

które to placuszki wybitnie poprawiły humor Córze, przedtem dość już marudnej - wzięło nas na refleksje.

Łaknienie tłuszczów, tłustego mięsa na pierwszym miejscu - to w sumie oznaka zdrowia u człowieka. Nie chodzi nawet o to, że to jest "paleo". Ani nawet o to, że bez tłuszczów, w których jedynie rozpuszcza się np. witamina A, organizm wyjaławia się także z licznych mikroelementów.

Chodzi o to, że to po prostu dowodzi, że ciało funkcjonuje na wysokich obrotach!

Póki mieszkałem w mieście, też omijałem tłuszcz z daleka. Do pierwszych sianokosów...

niedziela, 10 czerwca 2018

Trening z trenerem osobistym

Proszę Państwa! Trenerów - blogerów namnożyło się ostatnimi czasy bez liku. Ale czy jest drugi taki jak trener KRYSTYNA*?

Kilka minut mruczanka i nawet nieopanowana i dzika Weronika z Lasu herbu Zerwikaptur - zapada w błogi sen:


Przy okazji objaśniam: trener Krystyna minione lata spędziła jako etatowy kiler Boskiej Woli, pozbawiając życia (albo przynajmniej istotnych części ciała - np. ogonów...) niezliczone liczby drobnych żyjątek, zaczynając od małych ssaków, przez ptaszki, a kończąc na jaszczurkach. O - np. takich (z cyklu "nasze smoki z Boskiej Woli"...): 


Od nieco ponad roku zrobił się z niej kanapowiec (choć, odkąd zabrakło psa Wigora - znowu spędza sporo czasu na zewnątrz...). A odkąd urodziła się nam Weronika - przylgnęła do niej w sposób, którego nigdy bym się po kocie nie spodziewał..!

Dzisiaj rano poszliśmy z Weroniczka nakarmić młode ogierki. Weronika koniecznie chce na ziemię i na ziemię. I jasne jest, że jak tylko dotknie ziemi nóżkami - pobiegnie prosto pod kopyta koni. Taki ma zwyczaj. A ja muszę pójść i przeprowadzić dwa ogierki przez przejście. Jak to zrobić z wyrywającym się dzieckiem na ręku..?

Na szczęście - była z nami Krystyna. Mówię do kota: zajmij się Córą przez chwilę... - i stawiam dziecko na ziemi obok kocicy. Kot najpierw się do niej łasi, potem przewraca się na grzbiet, mruczy, przebiera łapkami - jednym słowem: zajmują sobą Młodą Panią, póki ja nie zrobię co trzeba i nie wrócę w czas, by przechwycić Weronikę ponownie na ręce..!
------------------------------------------
*Imię "Krystyna" nie zostało kotce przez nas nadane. Trafiła do Boskiej Woli - jako znajda - podrzutek z Warszawy - już obdarzona tym imieniem. W sumie, pamiętając o rozlicznych memach i opowieściach o "typowej Krystynie" i "typowym Januszu" - trochę to dla niej krzywdzące...

czwartek, 31 maja 2018

Zestaw pierwszej pomocy

W związku z lipcowymi upałami w tym maju - zestaw pierwszej pomocy:



czyli: domowej roboty lody (przepis jest banalny - serek mascarpone + miód + dowolne owoce - zmiksować razem i zamrozić w zamrażarce, dodać ewentualnie kawałki owoców i ewentualnie bitą śmietanę z tubki - tuż przed podaniem...) i kawa mrożona (przepis równie banalny: zimna kawa + miód + śmietana 18% lub tłustsza + kostki lodu - zmiksować razem i gotowe...).

Wszystko to dla ZZ, co się wykłada jako Zootechniczna Załoga, względnie Zarobiona Załoga, czyli dla nas. Tak wyglądaliśmy wczoraj wieczorem, po całym dniu pracy nad nowym ogrodzeniem Wielkiego Padoku:


niedziela, 6 maja 2018

Córze smakuje!

Córa pozostawiona na ułamek sekundy bez dozoru dobrała się do równie bez dozoru pozostawionego na stole pankejka. Efekt:



Przynajmniej nie ma wątpliwości, że smakowało.

Jak bym kiedyś szukał pracy - mogę próbować sił jako kucharz, jak myślicie..?